sobota, 10 lutego 2007
TAM...
...I Z POWROTEM.
wtorek, 06 lutego 2007
Areszt ciążowo-kurowo-domowy

Pół leżę, pół siedzę na fotelu przy biurku i przyglądam się mojemu brzuchowi. Brzuch wygląda zabawnie, bo porusza się w różnych kierunkach "sam z siebie". Niby wiem, że to moja córka tak skacze, ale naprawdę trudno w to uwierzyć.

A co u mnie? Jestem w zawieszeniu. Już niedługo przeprowadzka do nowego gniazda. Lada dzień zacznie się pakowanie dobytku. Coś się kończy. Czytam opowiadania Czechowa na przemian z Agathą Christie ("Clocks"), starannie unikając wszelkich treści polityczno-publicystycznych. Przywykam do bardziej stacjonarnego trybu życia, pracy w domu, zmywania i gotowania obiadów. Nawet mi się to podoba. Na razie... W każdym razie przemieszczanie się z komputerem na plecach i wspinanie po schodach sprawia mi coraz mniej przyjemności. A areszt ciążowo-kurowo-domowy zyskuje na atrakcyjności. Trzy razy w tygodniu chodzę na jogę dla ciężarnych, biorę długie prysznice, wcieram w swoje przeciążone ciało różne specyfiki i staram się utrzymać jako taką formę.

sobota, 03 lutego 2007
Z pamiętnika hipopotama

[notatki z piątku]

Tydzień zatoczył koło i znowu nadaję z Coffee Heaven. To znaczy nadawałabym, gdybym nie zapomniała modemu. Śmieję się z siebie - znowu tu przyszłam, chociaż nie trawię tego miejsca. Męczą mnie niekończące się kolejki do kasy, chichoty obsługi i współkolejkowiczek. W tym stadzie gimnazjalistek czuję się jak podstarzały hipopotam.
Za nami kolejna szkoła rodzenia. Tym razem nauka kąpieli noworodka. Nie wiem dlaczego panowie są faworyzowani w tej konkurencji i tylko oni mieli okazję przećwiczyć kąpanie na lalce pod okiem pielęgniarki. Ja też bym chciała umieć wykąpać swoje dziecko... no cóż, nauczę się w praktyce.
Miałam ciężką noc. Śniło mi się, że nagle zaczęłam rodzić, a nie miałam spakowanej torby do szpitala ani rzeczy dla dziecka. Gdzieś mi zginęły we śnie te karteczki ze szkoły rodzenia i nie wiedziałam, co powinnam zabrać. Poza tym wszyscy na mnie krzyczeli, a zła pielęgniarka chciała mi grzebać w macicy wielką ręką w gipsie. Brrrr... Potrzebuję odpoczynku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51